Menu


Sikorskich Republika Pl



Rodzina Doroty - brat dziadka Witold Sikorski




Witold Sikorski, brat Bogumiła, urodził się 26 sierpnia 1915r. jako najmłodszy syn Aleksandra i Franciszki z Lisków. Gdy miał 5 lat zmarł jego ojciec, co uniemożliwiło mu edukację zgodną z jego zdolnościami. Udało mu się jednak zdobyć atrakcyjny zawód - stolarza karoserii samochodowych.

Przed samą II wojną odbywał wojskową służbę zasadniczą w "Ochronie Rządu". To stało się jego nadzieją ale i przekleństwem. Dzięki temu, że razem z rządem przekroczył 17 września granicę na Czeremoszu uratowało go od rosyjskich łagrów lub życia pod hitlerowską okupacją. Dało mu to też swoją nową rodzinę, którą bardzo kochał ale odebrało kontakt z rodziną w Polsce.

Kiedy został internowany na węgrzech nie dawała mu spokoju opowieść teścia jego brata, który I wojnę spędził w niewoli niemieckiej, że z niewoli trzeba uciekać w ciągu pierwszych dwóch dób. Oczywiście zrobił to. Nie wiadomo, czy brał udział w Kampanii Francuskiej czy od razu dostał się do Anglii. Jedno jest pewne, że w jakiś sposób dostał się do Wielkiej Brytanii i na terenie Szkocji został przeszkolony w kierunku zbliżonym do wyuczonego zawodu - został kierowcą i mechanikiem samochodowym.


     


W 1941 wysłano go jako uzupełnienie Armii Andersa. Walczył pod Tobrukiem, Al-Gazalą i Monte Cassino. Po 50 latach pamiętał tylko potworne zmęczenie i swój pseudonim "Maria".


     


Został kilkakrotnie ranny ale mimo wszystko sprzyjało mu niesamowite szczęście. Pod Tobrukiem został ranny w rękę, co w tamtym klimacie stwarzało niebezpieczeństwo gangreny. Zdecydowano się go wysłać statkiem sanitarnym do szpitala w Aleksandrii. Witold jednak odmówił i twierdził, że nic mu nie jest a do szpitala powinni być wysłani ciężej ranni od niego. Dopiął swego jedynie na 24 godziny. Następnego dnia wsadzono go na statek. Gdy przybył do szpitala rozpoczął poszukiwanie kolegów, którzy płynęli poprzedniego dnia. Żaden z nich nie przeżył. Statek został trafiony i poszedł na dno.




Kolejny raz Wujek został ranny w czasie Kampanii Włoskiej i znowu miał szczęście. Rannymi opiekowały się uczennice z pobliskiej szkoły. Jedna z nich Alba Micheloni okazała się jego przeznaczeniem.




Po wojnie jakiś czas przebywał w Anglii i bił się z myślami, co dalej. Anglia bardzo niechętnie przyjmowała polskich kombatantów. USA też wyznaczyło limty. W Polsce nie miał czego szukać, zwłaszcza mając w perspektywie ślub z Włoszką. Zdecydował się w końcu na wyjazd do Argentyny. Głównie dlatego, że mieszkał tam któryś z jego wujów i miał gdzie się zatrzymać oganizując sobie życie.




Brat dziadka miał niesamowitą pamięć, po kilkudziesięciu latach niemówienia po polsku od razu zaczął mówić płynną polszczyzną mając problemy jedynie z pojedynczymi słowami. Pamiętał też wiele wierszy i tekstów, których nauczył się towarzysząc w nauce swojemu starszemu bratu. Był człowiekiem honorowym i gorącym patriotą - nigdy nie zrezygnował z polskiego obywatelstwa i mimo, że ta decyzja bardzo utrudniła mu życie nigdy nie przyjął obywatelstwa argentyńskiego. Podobna sytuacja była z prawem jazdy: miał polskie, a potem jeszcze zrobił jakieś dodatkowe papiery w Szkocji; w Argentynie nie uznali mu papierów, które przedstawił i kazali zdawać od nowa. Powiedział że w żadnym wypadku. Jeżeli nie uznają mu prawa jazdy polskiego, to on nie będzie jeździł ale nie zrobi argentyńskiego - słowa dotrzymał, chociaż ograniczyło mu to możliwości zawodowe.


     


Po kilku latach w Argentynie Witold ożenił się per-procura ze swoją ukochaną Albą i sprowadził ją do Buenos Aires.




Byli aż do końca bardzo zgodnym małżeństwem. Wspierali się. Gdy Alba Sikorski zmarła w 1984r. nigdy się z tym nie pogodził i wkrótce, w 1987 r. i on poszedł jej śladem. Zmarł 20 marca 1987r. w Temperley ( Buenos Aires).