Menu


Sikorskich Republika Pl



Sikorscy herbu Ślepowron z Sokołowa Podlaskiego

Aleksander Sikorski i Zofia Sikorska z domu Kackiewicz

           

Aleksander Sikorski był synem Józefa i Franciszki Sikorskich.

Zofia Kackiewicz

Zofia Kackiewicz urodziła się 11-03-1886r. w Kapuściakach. W kolejnych latach jej rodzice przeprowadzili się do Kowies (do wsi, w której osiedlili się między innymi Sikorscy o przydomku "Dusza" - o czym wspomniałem już wcześniej). Tam także urodziło się jej rodzeństwo. Jednak cała historia Zofii rozwija się dopiero 21 lutego 1905 roku. Tego dnia Zofia wyszła za mąż za, jak się to wydawało, szlachetnego mężczyznę, którym był Adolf Xiężopolski. Jednak akurat na weselu i niestety już po ślubie zdemaskowano go jako oszusta, który jest nic nie wart. Adolf był bankrutem, karciarzem i od razu w noc poślubną uciekł bojąc się o swoje życie. Nie wiedząc co z sobą począć, popłynął do Ameryki prawdopodobnie za pracą, pieniędzmi i żeby zacząć nowe życie w miejscu gdzie nikt go nie znał. Rozłąka trwała przez dłuższy czas. Kontakt się urwał, a rodzina nie chciała aby Zofia do końca życia była sama. Jej najbliżsi odłożyli pewną kwotę pieniędzy i pomogli młodziutkiej Zofii wyruszyć w ślad za swoim małżonkiem, aby uzyskać od niego podpis pod pewnym, ważnym dokumentem. Kiedy Zosia dotarła do Stanów zaczęła wypytywać się o męża. W końcu, któryś z rodaków przekazał jej informacje, gdzie można odnaleźć Adolfa. Zofia trafiła pod wskazany adres lecz męża nie zastała. wtedy to prababcia zamieszkała u sąsiadów, którzy mieszkali drzwi w drzwi z Xiężopolskim, a sąsiadka cały czas przestrzegała żeby Zosia nie spotykała się z tym człowiekiem, bo nie prowadzi się dobrze i jest schorowaną osobą. Jednak ostatecznie młodzi małżonkowie spotkali się ze sobą i Zosia uzyskala coś dla niej bardzo ważnego - podpis pod pismem potwierdzającym, że małżeństwo nie zostało skonsumowane. Pismo to stało się później podstawą do unieważnienia ślubu. W ten oto sposób Zofia pozostała w kraju, którego nie znała, bez męża i grosza przy duszy ale z nadzieją na lepsze jutro. Ponadto na szczęście Polacy pomogli jej ale przez rok i tak musiała pracować w szwalni, żeby uzbierać pieniądze na bilet powrotny. W trakcie tego pobytu przez rok w Stanach, Zofia spotkała także Michała Sikorskiego, który tak jak ona pochodził z Kowies.

Powrót do Polski był dla prababci ciężki. Tamte czasy zdecydowanie różniły się od dzisiejszych i ludzie we wsi patrzyli na nią, że ani nie jest wdową, ani rozwódką, ani wolną panną. Po wszystkich tych przejściach Zofia przyjechała do Warszawy. Tam ponownie natknęła się na Michała Sikorskiego, którego ostatnio widziała w Stanach. Jak się okazało Sikorski po powrocie zza oceanu, otworzył sklep papierniczy w Warszawie. Żeby było ciekawie, to od czasu tych spotkań, jak to się ładnie określa, Michał smalił do Zosi cholewy. Ciągle się koło niej kręcił. Jednak młoda dziewczyna nie interesowała się zwariowanym i lekko szalonym Michałem i wtedy to pojawił się ktoś kogo także znała już z Kowies, brat Michała i mój pradziadek - Aleksander Sikorski.

Aleksander Sikorski

Aleksander Sikorski urodził się 01-04-1882r. w Wojewódkach. Jego charakterystyczną cechą była ciągle noszona czarna przepaska lub czarna rękawica na prawej ręce. W okresie przed wspomnianym spotkaniem z Zofią, Aleksander terminował w Warszawie u swojego stryja, także Michała, ucząc się na ślusarza. Dzięki temu udało mu się szybko podjąć pracę i odłożyć dosyć ładną sumę pieniędzy. Niestety pewnego dnia doszło do jakiegoś nieszczęśliwego wypadku przy pracy i jego ręka została trwale wybita albo złamana i w widoczny sposób źle się zrosła. Czarna rękawica i także czarna przepaska, która na ręce wyglądała jak mitenki, miały jak najbardziej ukryć defekt fizyczny. Wiadomo też, że niedowład prawej ręki był na tyle kłopotliwy, że witał się wyłącznie lewą ręką. Jednak wracając do głównej historii, kiedy Aleksander widywał się z Zofią w Warszawie, nie przeszkadzała mu jej skomplikowana przeszłość. Podobnie Zosi nie przeszkadzała kontuzja Aleksandra. W kolejnych latach Zofia starała się unieważnić swój pierwszy ślub, a jedna z historii rodzinnych mówi, że prababcia chciała w tej intencji iść nawet na piechotę, do Watykanu. Pamiętam też jak ciocia Teresa (wnuczka Zofii i Aleksandra), opowiadała mi o tym jak to Aleksander przyjechał do Kowies na koniu, prosząc o rękę Zosi. Ostatecznie Zofia i Aleksander wzięli ślub 18 maja 1911 roku w Sokołowie Podlaskim. Tam także kupili dom z gruntem i osiedli na stałe. O tyle wszystko się udało, że zakup odbył się jeszcze przed gigantyczną inflacją i niekorzystną wymianą marki polskiej na złotego, przy której można było wiele stracić. W latach 1918-1920 w obiegu były 3 waluty: niemiecka Ostmark, korona austriacka i marka polska (waluta Kraju Przywiślańskiego). W 1920 ustanowiono jako jedną walutę markę polską. Szalała jednak inflacja, która doprowadzała do poważnego kryzysu skarbu państwa i niemożności skutecznego pokrywania wydatków budżetu. W 1918 kurs dolara amerykańskiego USD do marki polskiej wynosił 1:9, zaś w 1923 r. - 1:15 000 000. Premier Władysław Grabski ustanowił nową walutę - złotówkę, (była różnież proponowana nazwa POL,choć nie przyjeła się ) a stosunek denominacji marki polskiej do złotego ustanowił na 1 800 000:1. Na szczęście Aleksandrowi udało się zdąrzyć przed tymi wszystkimi problemami.


Na zdjęciu poniżej Zofia Kackiewicz i Aleksander Sikorski z dziećmi: Gienią, Staszkiem, Julą, oraz siedzącymi Henią i Pelą.


Pierwsza wirówka (centryfuga) do mleka w Polsce

Wirówki (centryfugi) mleczarskie - służą do oddzielania tłuszczu z mleka pełnego, a także do oczyszczania mleka z zanieczyszczeń mechanicznych i drobnoustrojów.

http://en.wikipedia.org/wiki/Cream_separator

Jako ciekawostkę podam, że mój pradziadek Aleksander Sikorski był wymieniony w jednym z podręczników do historii gospodarczej Polski. Autor podręcznika wymienił Aleksandra jako osobę, która jako pierwsza sprowadziła do Polski ze Szwecji wirówki do mleka. Na ile to prawda a na ile mit tego już niestety nie wiem.
Prawdą jest, że pradziadek zajmował się sprowadzaniem i serwisowaniem sprzętu rolniczego. Był przedstawicielem szwedzkiej firmy Alfa Laval i był znany w całym powiecie. W Sokołowie Podlaskim pod wiatą trzymał duże maszyny, w tym centryfugi do odzielania mleka od śmietany. Obok był warsztat ślusarski i tam przechowywał części do maszyn. Ponieważ pradziadek był perfekcjonistą, zawsze trzymał prawdziwy porządek w warsztacie i potrafił pogonić dzieci za wchodzenie do niego. Żeby było ciekawie to jeszcze po wojnie żył z samych elementów maszyn. Wszyscy przychodzili do pradziadka, bo wiedzieli, że u niego można było znaleźć oryginalne cześci.
Szkoda tylko, że zaginęły księgi handlowe Aleksandra, które tak skurpulatnie zapisywał... Ze względu na kontuzję prawej ręki, musiał nauczyć się pisać lewą, a jego kaligrafia to było, jak to wspominają członkowie rodziny, istne arcydzieło. Doprowadził tę umiejętność do perfekcji, w czym odzwierciedlał się jego charakter.

http://www.alfalaval.com

Na poniższej stronie można przeczytać o Gustawie de Laval, Szwedzie francuskiego pochodzenia, który
W 1878 roku skonstruował wirówkę do mleka pracując w Kloster Works w Delacarlia, znaczącym ośrodku inżynierii mechanicznej:

http://www.delaval.com.pl/About_DeLaval/TheCompany/History/default.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gustaf_de_Laval

DeLaval (wcześniej Alfa Laval Agri) to szwedzka firma wydzielona w 1991 z firmy Alfa Laval, założonej w 1883 przez Gustafa de Lavala (wynalazcy pierwszej wirówki do mleka) i Oscara Lamma. Firma jest wiodącym producentem sprzętu mleczarskiego i sprzętu rolniczego do pozyskiwania mleka. Firma jest częścią grupy Tetra Laval, do której należą również Tetra Pak and Sidel. Siedziba polskiego oddziału, DeLaval Sp. z o.o., mieści się we Wrocławiu.

http://pl.wikipedia.org/wiki/DeLaval

Michał Sikorski

Co się stało z Michałem, który jak widać imię miał po stryjku? Michał (brat pradziadka Aleksandra), tak jak juz wspomniałem, po powrocie ze Stanów otworzył sklep papierniczy. Córki Aleksandra (opisane na tej stronie siostry Sikorskie), opowiadały później jak to wuj Michał przywoził zawsze wszystkim dzieciom z rodziny artykuły papiernicze. Siostra mojej babci, ciocia Gienia, wspomina jak to Michał wszystko dawał do szkoły. Zapamiętała, że jak coś pisali i się nie udało, to mogli spokojnie wyrzucić kartki, bo wszyscy wiedzieli, że dzięki wujowi nie trzeba było oszczędzać. O sklepie papierniczym Michała (piśmiennym/piśmienniczym) wiemy jeszcze, że się mieścił na Marszałkowskiej w Warszawie. Ponadto Michał dorobił się także kamienic przy ulicy Wroniej, gdzie mieszkało 25 lokatorów. Smutne jest tylko to, że Michał choć był bogaty, to niestety skończył sam w domu opieki.

Ciekawostką dla mnie jest, że chyba jeden z braci Sikorskich miał firmę oczyszczania miasta i że na tym interesie także mógł nieźle wyjść na swoje.

Henryka, Pelagia, Eugenia, Julia i Stanisław

Tak jak już powiedziałem, W końcu po wielu staraniach, udało się Zofii unieważnić pierwszy ślub i wyszła za Aleksandra Sikorskiego, z którym miała piątkę dzieci: Henrykę, Pelagię, Eugenię, Julię i Stanisława.



W dużej mierze dzięki Julii Niedzielskiej z domu Sikorskiej, mojej babci, zainteresowałem się genealogią.
To właśnie Ona stworzyła pierwszą wersję drzewa genealogicznego Sikorskich dla swojego brata Stanisława.



Ostatnie lub jedno z ostatnich wspólnych zdjęć rodzeństwa Sikorskich.
Na zdjęciu kolejno: Gienia, Henia, Staszek, Jula i Pela.

Sikory

Ciocia Gienia do tej pory wspomina także Sikory, które jak mówi były przedzielone sadzawką na część szlachecką i część włościańską. Najbardziej mi się podoba jak Ciocia opowiada, że nasza rodzina Sikorskich była postępowa, ponieważ oni mogli się już bawić z dziećmi z części włościańskiej. To były czasy!

Z kolei nawiązując do tamtych lat powiem jeszcze, że moja babcia (Julia Sikorska) śmiała się, że w tamtych czasach szlachta tak naprawdę różniła się tym od chłopów, że w rękawiczkach w pole szła robić. Całkiem niedawno z kolei rozmawiałem ze znajomym, który skończył historię i który sam z siebie zaczął opowiadać jak to szlachta w czasach komuny, aby zasymbolizować a zarazem także ukryć swoje pochodzenie, ubierała białe rękawiczki idąc do pracy w polu.

Staszek i Konzentrationslager Mauthausen

Konzentrationslager Mauthausen (od lata 1940 pod nazwą KL Mauthausen-Gusen) - niemiecki obóz koncentracyjny usytuowany w miasteczku Mauthausen, ok. 20 km od Linzu w Austrii. Został założony po wcieleniu (Anschluss) Austrii do Niemiec. Istniał w latach 1938-1945.

KL Mauthausen został założony w sierpniu 1938 r. w pobliżu największego austriackiego kamieniołomu grafitu (Wiener Graben). Obóz był wzorowany na modelowym KL Dachau i służył aż do końca 1940 r. W grudniu 1939 zapadła decyzja o założeniu obozu w Gusen, przy zakładach zbrojeniowych. Latem 1940 r. oba obozy zostały połączone wspólną administracją i kierownictwem.

KL Mauthausen-Gusen należał do najcięższych obozów III Rzeszy. Według zeznań świadków (dla porównania) ludzie, którzy przyjeżdżali do tego obozu z Oświęcimia Auschwitz-Birkenau umierali w niedługim czasie, a ci którym udawało się przeżyć zgodnie twierdzili, że byliby gotowi wracać do Oświęcimia na kolanach. Warunki w obozie zaczęły się poprawiać w 1943 m. in. dzięki cofnięciu limitu na rozmiar i ilość paczek żywnościowych oraz niepowodzeniom Niemiec na frontach II wojny światowej, nadal jednak były gorsze niż w Oświęcimiu, także w latach poprzedzających.

W ciągu II wojny światowej wiele podobozów przynależało do KL Mauthausen-Gusen. Więźniowie byli w nich wykorzystywani do pracy niewolniczej na rzecz niemieckiego przemysłu zbrojeniowego (np. Messerschmitt GmbH, Regensburg).

Począwszy od wiosny 1940 r. miał miejsce duży napływ więźniów z Polski, głównie ludzie ze środowisk inteligenckich. Śmiertelność wśród więźniów wzrastała, co spowodowało zainstalowanie krematoriów już w styczniu 1941 r. W lutym 1942 r. przeprowadzono pierwsze zagazowanie więźniów, były to próby na jeńcach sowieckich.

Więźniowie pracowali w morderczych warunkach w kamieniołomie lub w okolicznych fabrykach, głównie zakładach zbrojeniowych. Szczególnie trudne były roboty przy konstrukcji fabryk podziemnych. Śmierć więźniów wynikała również z systemu terroru wewnątrzobozowego, złych warunków bytowych, chorób i epidemii, a także eksperymentów medycznych i pseudomedycznych. Regularnie zdarzały się również masowe egzekucje, przez rozstrzelanie bądź zagazowanie, również w specjalnych ciężarówkach.

Szczególnie ostatnie miesiące przed wyzwoleniem były dla więźniów wyjątkowo dotkliwe, co wiązało się z trudnościami Niemiec w kwestiach zaopatrzeniowych.

5 maja 1945 dokładnie o godzinie 17:00 na teren obozu wkroczyła armia amerykańska. Był to ostatni wyzwolony duży obóz koncentracyjny. Więźniowie i wyzwoliciele dokonali samosądu na złapanych strażnikach SS, których ciała zostały spalone w grobach masowych na oczach lokalnej ludności, przymuszonej niezależnie od wieku do oglądania spalania.

Przez obóz przeszło 335 000 więźniów, z czego - wedle bardzo zróżnicowanych szacunków - zmarło od 71 000 do 122 000.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Mauthausen-Gusen

Staszek studiował w WSH - Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie, obecnej SGH - Szkole Głównej Handlowej. Dlatego też dobrze znał Warszawę i często do niej jeździł. Był także w stolicy w momencie gdy akurat wybuchło powstanie warszawskie. Niestety w trakcie represji po upadku powstania, Stanisław wpadł w ręce Niemców w trakcie łapanki i został wywieziony do potwornego obozu koncentracyjnego w Mauthausen. To były chyba jego najgorsze chwile w życiu. Nigdy nie chciał wspominać tych dni i nigdy nie chciał słyszeć o powstaniu warszawskim. Kiedy w czterdziestym piątym Amerykanie wyzwolili obóz, Staszek był wymęczonym i chorym na gruźlicę człowiekiem. W późniejszych latach za zdrowie utracone w obozie dostał dożywotnią rentę od Niemców. Trzeba przy tym zaznaczyć, że było to tylko dlatego możliwe, że Staszek po wojnie uzyskał obywatelstwo angielskie. Obywatelstwo to było wtedy niezbędne by móc spokojnie odwiedzić swój ojczysty kraj i móc wrócić do Anglii.

Jednym z bardziej istotnych wydarzeń w tej historii było powstanie warszawskie. Istnieją bardzo ważne fakty i wydarzenia z tym związane, o których ludzie nie chcą mówić i których część osób nie chce nawet przyjąć do wiadomości. Szczególnie w ostatnim czasie mocno jest gloryfikowana walka powstańcza. Powiedzmy o faktach: na 25 tysięcy niemieckich żołnierzy zginęło 16 tysięcy. Na 47 i pół tysiąca niewyszkolonych, źle uzbrojonych i ostatecznie pokonanych powstańców zginęło przeszło 18 tysiąca walczących (Muzeum Powstania Warszawskiego). Wśród nich wiele dzieci i młodzieży.

Muzeum Powstania warszawskiego w opisie swojej strony zamieściło: "Muzeum Powstania Warszawskiego to hołd mieszkańców Warszawy, dla tych, którzy walczyli i ginęli za wolną Polskę w 1944 roku". Wiele osób zapomina o czymś o czym także można przeczytać w Muzeum Powstania Warszawskiego, że po stronie polskich cywilów zginęło przeszło 180 tysięcy osób!!! Nie zapominajmy o tych osobach, które w aktach niemieckiej zemsty i nienawiści dostawały się do obozów koncentracyjnych. Pamiętajmy o tych osobach, które były wyprowadzane przed kamienice i rozstrzeliwane przez Niemców. Pamiętajmy o celowo wyburzonym mieście. Znam osobiście starsze osoby, które to pamiętają - pamiętają swoich bliskich zamordowanych w Warszawie po upadku powstania i które wyłączają telewizor, gdy słyszą o rocznicy tego doniosłego wydarzenia.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnie_niemieckie_w_powstaniu_warszawskim

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zburzenie_Warszawy

Nikt nie ustanowił dnia pamięci ku czci wszystkim ofiarom cywilnym powstania.


Generał Władysław Anders napisał:

"Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje.(...) Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał jednak złudzeń, że stanie się to, co się stało, to jest, że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej, bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż się wyleje do dna najlepsza krew Narodu Polskiego. Byłem zawsze, a także wszyscy moi koledzy w Korpusie zdania, że w chwili, kiedy Niemcy wyraźnie się walą, kiedy bolszewicy tak samo wrogo weszli do Polski i niszczą tak jak w roku 1939 naszych najlepszych ludzi - powstanie w ogóle nie tylko nie miało żadnego sensu, ale było nawet zbrodnią.(...)"


W lipcu 1944 roku moskiewska Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki celowo transmitowała apele nawołujące ludność Warszawy do powstania przeciw Niemcom. Wywołanie powstania było po myśli Stalina, który już we wrześniu 1939 roku czekając 17 dni pokazał, że dla niego wspólne wykrwawienie się Polaków z Niemcami jest mu na rękę.

W mojej ocenie powstanie warszawskie było bohaterstwem młodych żołnierzy, nieodpowiedzialnością organizatorów ale najbardziej olbrzymią tragedią tysięcy zwykłych rodzin.

http://powstanie.pl

Blachówka - czyli chata w Kościelisku

Kościelisko - wieś podhalańska w Polsce położona w Rowie Podtatrzańskim, w województwie małopolskim, w powiecie tatrzańskim, siedziba gminy Kościelisko; blisko Zakopanego.

W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa nowosądeckiego.

Duża wieś o charakterze miejscowości wypoczynkowej, składająca się z 21 osiedli (dawnych osad pasterskich, tzw. polan - stąd bierze się dawniej oficjalna, a dziś potoczna nazwa miejscowości: Polany), często nazywana "Sercem Podhala", położona na zboczach Pogórza Gubałowskiego, u stóp Tatr Zachodnich.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bcielisko_%28wojew%C3%B3dztwo_ma%C5%82opolskie%29


       


Chatę w Tatrach postanowił kupić Stanisław Sikorski. Niestety jako, że posiadał on obywatelstwo angielskie, nie był w stanie zrobić tego osobiście w czasach komunistycznych. Dom pomogła mu kupić jego siostra Julia i jej mąż Marian Niedzielski. Wujek Staszek część pieniędzy uzyskał ze sprzedaży Volkswagena, którego przywiózł ze sobą.
Chata w Kościelisku przez długi czas służyła Sikorskim i ich rodzinie jako miejsce wypoczynku.

Irena Sikorska z domu Santocka - From Snow To Sunshine

Ciocia Irena, żona Świętej Pamięci wujka Staszka Sikorskiego, zebrała Swoje wspomnienia w książce "From Snow To Sunshine".



"From Snow To Sunshine" jest nie tylko niesamowitą autobiografią Cioci Ireny ale także poniekąd historią Polski i Polaków XX wieku, a co ciekawe całość czyta się jak książkę przygodową. Ciocia Irena Sikorska opisuje życie na Kresach tuż przed II wojną światową, zesłanie do Kazachstanu i daleką drogę do Anglii i Francji poprzez Teheran i Ugandę. Część opisująca Bliski Wschód i środek Afryki wciąga niczym niejedna powieść podróżnicza. Szkoda jedynie, że nie ukazało się jeszcze polskie wydanie tej historii. Książka uczy bardziej niż niejeden z podręczników szkolnych, a ponadto ukazuje odległe miejsca, inne kultury i społeczności. Pokazuje także, że ciężkie czasy dla Polaków to nie tylko dramaty i tragedie ale także losy ludzi, którzy się nie poddali i potrafili iść do przodu.

Od śniegu do słońca

W 2010 roku pojawiło się także polskie wydanie książki cioci Ireny pod tytułem "Od śniegu do słońca".



"Pamiętnego lata 1939 roku miałam 14 lat. Wtedy po raz pierwszy w życiu spędzałam wakacje daleko od rodziców, w Gabriałowszczyźnie. Była to ładna posiadłość wiejska, należąca do brata mojej matki - Jana, położona wśród rozciągających się pól złocistej pszenicy, żyta, jęczmienia i niebiesko ukwieconego lnu, kołyszącego się przy najmniejszym podmuchu wiatru. Falisty teren usiany był małymi zagajnikami młodych brzóz, a z jednej strony otoczony pięknym lasem. Przez połacie łąk płynął strumyk, wijący się między zaroślami pełnymi woni dzikich kwiatów, wokół których unosiły się kolorowe owady. W górze słychać było śpiew skowronka. Byłam oczarowana krajobrazem i zafascynowana życiem na wsi, jej żmudną rutyną i różnymi sezonowymi zajęciami. To była idylla.(...)"

Fragment książki



Wszelkie prawa dotyczące fotografii i informacji rodzinnych zastrzeżone
www.sikorskich.republika.pl - Tomasz Niedzielski 2007-2012